Gdy wczoraj wychodziliśmy z domu wyjęliśmy mięso dla kotów do rozmrażania. Nie było nas ponad trzy godziny, po drodze dokupiliśmy worek żwirku, bo w kuwecie już bezczelnie prześwitywało dno. Otworzyliśmy drzwi od mieszkania i ujrzeliśmy dobitnie wyrażony protest przeciwko małej ilości żwirku, głodzeniu kotów i wychodzeniu sobie z domu na tak długo w tej, jakże napiętej, sytuacji. Podejrzewamy, że to Sisi zamanifestowała w ten sposób swoje z nas niezadowolenie korzystając zamiast z kuwety z kawałka podłogi pod drzwiami. Ale pewności nie mamy...
Z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po tę książkę, bo zanim do mnie dotarła przez sieć przetoczyła się dyskusja zwolenników i przeciwników tego, jak Magdalena Okraska o miastach opuszczonych przez dające zatrudnienie przedsiębiorstwach pisze. A jakie jest moje zdanie? Ta historia to wiele pięćdziesiątek wódki, udek kurczaka, cudzych kołder w cudzych domach (nigdy nie śpię w hotelach, śpię u bohaterów), długich rozmów i krótkich puent. To kilometry pokonane busikami, albumy rodzinne, lokalne biblioteki i lokalne mordownie. Pojechałam do nich i powiedziałam "Opowiedz mi". Tak kończy się jeden z tekstów wprowadzających do rozdziałów poświęconych poszczególnym miastom. Wraz z autorką odwiedzamy Wałbrzych, Włocławek, Będzin, Szczytno i kilka innych miejscowości, których przeszły rozwój osadzony był na istniejącym, prężnie działającym i rozwijającym się przedsiębiorstwie, a które wraz z jego likwidacją podupadły. Magdalena Okraska rozmawia zatem z mieszkańcami i tymi, którzy już owe...
Komentarze
ale za to jaki skuteczny;)